#19 (szybki strzał pierwszy)
“Flanklin jeździł na lolkach”
TVN Style: 33 niezapomniane bajki
Też znam paru ludzi jeżdżących na lolkach. I są równie pocieszni, co bohaterowie kreskówek takich jak “Franklin”.
#18 (o starszych produkcjach)
[CHYBA] Odkryłem fenomen starych filmów.
[ALBO] Staję się konserwą.
Ostatnio stacja ‘Ale Kino’ wyemitowała dwie wersje “Przylądku strachu” – jedną (w reżyserii Thompsona) z 1962 roku i drugą scorsese’owską z 1991. Filmy te poleciały jeden po drugim, dzięki czemu można było sobie na świeżo porównać obie wersje. Podaruję sobie zestawianie w pary aktorów grających poszczególne role [Peck - Nolte; Mitchum - De Niro; blablabla]. Co rzuciło mi się w oczy kiejby wściekła małpiatka, to zupełnie inne podejście do przedstawiania widzowi przemocy.
1) PS’62 nie jest tak krwawy jak PS’91; sam moment śmierci jest praktycznie nieilustrowany… ->
2) …boimy się tego, czego nie widzimy; co nas bardziej przeraża?
a) jak ktoś umiera nagle poza kadrem, czy jak widzimy postać rozpruwaną granatem odłamkowym,
b) najstraszniej zwizualizowany blob zabójca, czy też niematerialna śmiercionośna siła;
Za w miarę oczywistymi odpowiedziami idzie kolejny wniosek… ->
3) …że unikanie jawnej, ordynarnej i krwioociekającej przemocy w filmie grozy powoduje wytworzenie świetnej bazy klimatycznej! U widza narasta niepokój -> napięcie -> strach. PS’62 dużo lepiej manipuluje uczuciami widza niż PS’91 – poprzez niedopowiedzenia kieruje nas na emocjonalny tor osaczenia i niepewności.
Zawsze istnieje też ta druga opcja – robię się konserwą i po prostu nadmiar krwi wydaje mi się nieprzyzwoity, a niedługo do snu będę słuchał Mietka Fogga i rozwiązywał Dwieście Panoramicznych.
//W ramach postskryptumu polecam obejrzeć tę scenę z Mulholland Drive. Niepokój -> napięcie -> strach.
#17
Z cyklu ‘luźne bojlerowe przemyślenia’. Popularni jeszcze parę lat temu kabareciarze, płynący na fali glorii zdobytej po paru średniośmiesznych ale wystarczająco absurdalnych skeczach, obecnie zjechali do poziomu biesiadnego show – małe studia wypełnione publicznością reagującą na sygnały “klaszcz”, “bucz”, “skacz z motoru na ciężarówkę” i występy z cyklu “mam_wszystko_napisane_tu_na_kartce_i_nie_muszę_się_integrować_z_publicznością”.
- Dzień dobry, czy jest piwo?
- No jest.
- A z lodówki?
- Nie.
- To dlaczego go pan nie wstawił do lodówki?
- Bo by mi je od razu wykupili.
Buahaha haahahahaha hahahaha. Ojapierdolę i skaczę z motoru na ciężarówkę.
#16 (Slur)
Wracając do obserwacji blogowych, napatoczyłem się na rzecz dziwną, straszną i niepokojącą. Otóż jeden człowiek [którego na szczęście widziałem tylko raz w życiu], wrzucił na swoją stronę statystykę pt. ‘Od kogo dostaję najwięcej smsów?’, w której jest zawarta ilość wiadomości tekstowych od poszczególnych znajomych płci pięknej, procentowy udział każdej z dam w napędzaniu socjo-życia tego osobnika i ulubione godziny nadsyłania smsów przez czołówkę stawki. LOL.
#15 (Green Eyed Love)
W tym roku mam przeogromne szczęście do inspirujących miejsc.
___________________________________________________
Wszedłem ostatnio na bardzofajnybloog starego kumpla z liceum. Pomijając fakt, że niejednokrotnie reagowałem na jego notki jak cola+mentos, to w szczególności chciałem zacytować coś, co pasuje również i do mojej osoby:
- Czy mógłby pan podać trzy pierwsze litery swojego nazwiska?
- Nie.
No fantazja.
#14 (Balloons)
Balloons, balloons are overweighted,
balloons, balloons are slightly falling down… down… down…
#12
“We make scary music.”
Przerażającą, ale i rewelacyjnie zróżnicowaną. Klimatyczną. Potrafiącą ścisnąć serducho. Zmiatającą z powierzchni ziemi. Rozwalającą organizm na tryliony kawałków. Olśniewającą.
Dzięki, Garm, że mogłem Ci uścisnąć grabę. Większego kozaka na scenie muzycznej nie ma.
ULVER.
#10 (o równowadze)
***W radiu Bojl-Air: Mike Oldfield – ‘Weightless’.